![]() |
|||||
|
Link 13.07.2007 :: 15:25 Komentuj (11)
Festiwa_Nowa_Muzykal@Cieszyn - 07-08.07.07 Wstęp W zasadzie już w momencie, gdy pojawiła się informacja, że w Cieszynie zagra Bonobo Live Band i Amon Tobin, jasnym stało się, że na 100% w tym miejscu się pojawię. Pytanie więc dlaczego obudziłem się 7 lipca bez jakiejkolwiek koncepcji: biletu, a tym bardziej akredytacji (o której oczywiście przypomniało mi się o wiele zbyt późno) brak, możliwości noclegu brak, pomysłów na dojazd do Cieszyna także brak. Zastanawiałem się niezbyt długo, transport szybko się znalazł, namiot również, a już brak biletu był problemem najmniejszym, bo trudno było spodziewać się, by w naszym kraju na takiej imprezie pojawiły się tłumy. W drodze do Cieszyna rozsypującym się Peugeotem kumpla polansowaliśmy się trochę przy "Orchestra Of Bubbles" by Ellen Allien & Apparat i mimo pewnych problemów techicznych jakoś udało nam się dotrzeć na miejsce. Problemów z rejestracją i załatwieniem wszystkiego na polu namiotowym opisywał nie będę, niedociągnięcia organizacyjne w trakcie całej imprezy też pominę, bo pewnie nie byłoby to dla osób postronnych jakoś szczególnie interesujące. Czas po prostu przejść do tego co najważniejsze. Dzień pierwszy Festiwal dla mnie zaczął się od występu Nemezis, powracającego po 6 latach od wydania debiutanckiego "Whispers From Behind The Window". W Cieszynie mieliśmy okazję posłuchać nowego materiału, który pojawia na ich drugim krążku - "Inbetween" i wszystko wskazuje na to, że szybko w ten album się zaopatrzę, bo ich godzinny występ mógł się podobać, a już na pewno był jednym z najmocniejszych punktów pierwszego dnia. Przyjemne, ambientowo-elektroniczne dźwięki pewnie idealnie sprawdziłyby się o trochę późniejszej porze, już po zmroku. Publika, która zebrała się już w namiocie może nie była zbyt liczna, ale myślę, że większość wyszła zadowolona. Dla mnie był to idealny podkład do siedzenia na trawie i dyskutowania o muzyce. Próbki muzyki Nemezis można przesłuchać oczywiście w profilu myspace, http://myspace.com/nemezispl, tam też znajdziecie linki do trzech teledysków. Polecam szczególnie trwający ponad 7 minut "Species", który osobiście kojarzy mi się trochę z muzyką Biosphere. Doskonałe wprowadzenie - można było sobie pomyśleć. A tu okazało się, że później będzie raczej tylko gorzej i przez parę godzin nikt do tego poziomu nawet się nie zbliży. Występ C.H. District spędziłem w tym samym miejscu, dalej dyskutując. Zmiana klimatu - bardzo ciekawy, idm'owy set, dobra imprezowa rozgrzewka. Trudno napisać cokolwiek poza tym, że słuchało się i tańczyło bardzo przyjemnie. Tutaj różnica poziomu w stosunku Nemezis jeszcze nie była zbyt duża, załamały mnie dopiero dwa kolejne występy. O The Complainer And The Complainers nie będę się rozpisywał, bo po prostu szkoda czasu. Odpuściłem sobie po pierwszych dźwiękach, później zbliżyłem się tam jedynie dwa razy, ale jedynie z obowiązku, by coś w tej relacji odnotować. Trudno tylko stwierdzić co było najbardziej odstraszające - fatalne wokale, nieumiejętne operowanie kiczem, irytująca muzyka? Odrobina szaleństwa na scenie często jest nawet wskazana, ale to, co się działo w czasie ich występu można nazwać tylko żałosnym kabaretem. Przepraszam, ale czegoś takiego nie kupuję. Michael Fakesh Live Band dopasował się do poziomu The Complainers. Spędziłem cały występ w namiocie i przez 1,5 godziny - bez skutku - próbowałem wyłapać coś interesującego. Trochę nie rozumiem ogólnego zadowolenia i radości publiki. Monotonny muzycznie występ + irytujący, wokalnie nieudolnie starający się naśladować Jacksona i Prince'a wokalista + żywy, ale w zasadzie jakby nieobecny perkusista. Zero emocji z mojej strony, za to co raz większe obawy, że cały festiwal jednak okaże się ogromną porażką. Jedyną nadzieją na uratowanie w jakiś sposób pierwszego dnia był Simon Green i jego Live Band. W końcu przecież to dla niego i Amona tam pojechałem, więc może nie powinienem od pozostałych wykonawców oczekiwać rewelacji? Byłem już dostatecznie zirytowany słabą organizacją imprezy, przedłużającymi się przerwami między kolejnymi występami, słabym nagłośnieniem i kilkoma marnymi występami, a tu jeszcze muzycy Bonobo zaczęli testować cierpliwość moją i tłumu zgromadzonego pod sceną. Stroili się ponad godzinę, a biorąc pod uwagę, że było już grubo po północy, zaczynało pojawiać się zmęczenie i narastała irytacja. Z drugiej strony jednak próbowałem ich zrozumieć i nawet spodziewałem się tak długiej przerwy - biorąc pod uwagę problemy z nagłośnieniem od samego początku imprezy, ustawienie wszystkiego i dopasowanie musiało zająć trochę czasu. W momencie, gdy wreszcie pojawili się na scenie powiedziałem sobie, że czas zapomnieć o dotychczasowych problemach i skupić się na samej muzyce. Jeden z najlepszych koncertów w moim życiu? Pewnie tak, ale przy takim zestawie utworów po prostu nie mogło być inaczej. Co zagrali? "Nothing Owed", "Dismantling Frank", "Days To Come", "If You Stayed Over", "Walk In The Sky", "Flutter", "Noctuary", "Nightlite", "The Plug" i o ile się nie mylę na koniec głównej części koncertu "Transmission 94" lub "Recurring", a do tego "Between The Lines" i "On Your Marks" oraz "The Sicilian" na bis. Czyli jak widać w zasadzie oparli się na "Days To Come" (co zrozumiałe) oraz na utworach, których wersje live mogliśmy usłyszeć na "Live Sessions EP". Pierwsze trzy utwory w zasadzie były jeszcze walką z nagłośnieniem, a w drugim w kolejności "Days To Come" wszystko zupełnie się posypało. Na szczęście akustycy wreszcie sobie z tym poradzili i do końca koncertu do jakości dźwięku nie można było mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń. Wykonania były bliskie ideału, w wersji live oczywiście lekko zmodyfikowane. I cóż, usłyszałem "Noctuary" na żywo, chyba czas umierać ;D. Co ważne, zespół w połowie utworów wspierany był przez wokalistkę. Już przez cały dzień od różnych osób słyszałem plotkę, że razem z Bonobo pojawić ma się też Bajka, ale jakoś nie mogłem w to uwierzyć... W związku z tym od paru dni nurtuje mnie pewne pytanie - czy ktokolwiek zauważył w trakcie koncertu, że wokalistką która pojawiała się na scenie i którą witaliśmy za każdym razem z taką euforią, była nie Bajka, a Kathrin de Boer? ;D Nigdy nie widziałem zdjęć Bajki, więc biorąc pod uwagę krążące plotki momentalnie uwierzyłem, że to ona, a wokalnie podobieństwo było tak niesamowite, że nawet nie zwróciłem uwagi na to, w jaki sposób Green ją przedstawiał. Mała wpadka, ale ogromne emocje mnie usprawiedliwiają. Zamiast przydługiego opisu dorzucam parę linków, które pomogą jakoś zobrazować to, co działo się na scenie: http://youtube.com/watch?v=mBzPcqVK4ws&mode=related&search= - "The Plug" http://youtube.com/watch?v=XythE0Eu-wc&mode=related&search= - "If You Stayed Over" http://youtube.com/watch?v=ZH4hXMw17DE&mode=related&search= - "Flutter" http://youtube.com/watch?v=RlqcrNzXShY&mode=related&search= - "Nightlite" http://youtube.com/watch?v=eiPArgyacW8&mode=related&search= - "Dismantling Frank" http://youtube.com/watch?v=7D2RJkXLvko&mode=related&search= - bisowy "The Sicilian" I jeszcze na koniec jedno spostrzeżenie - zauważyłem, że część (znacząca mniejszość wśród grupy dobrze zorientowanych słuchaczy, ale jednak dostrzegalna) widowni przyjechała do Cieszyna zachęcona setem dj'skim Bonobo z występu w katowickim Elektro i była lekko zdziwiona i zawiedziona muzyką, jaką tym razem usłyszała. Nie wiem jak mam to skomentować, skoro dla mnie był to występ z gatunku tych ocenianych na 10/10 i odbierających mowę. Po tym koncercie dzień dla mnie się zakończył, sił już brakowało i nie byłem w stanie już niczego słuchać, ale z relacji znajomych wnioskuję, że dj'e, którzy wystąpili później zaprezentowali się bardzo dobrze. Podsumowując: w zasadzie można było koncerty tego dnia ograniczyć do Nemezis poprzedzającego Bonobo, a o żenujących występach The Complainers i Fakescha trzeba jak najszybciej zapomnieć. Dzień drugi Kilka godzin snu, przymusowa pobudka, którą zaserwowali mi sąsiedzi z namiotu obok uciekający z pola namiotowego przez płot o godzinie 6, czy 7 rano, później odpoczynek i obserwacje na rynku cieszyńskim, a po 13 kinowe pokazy teledysków - pierwszy tłumów nie przyciągnął, ale gdy przyszedł czas na serię klipów wytwórni Warp sala prawie się zapełniła. Około 17 byłem na terenie festiwalu, tak więc wybrałem się już na pierwszy występ - dj'a o jakże wdzięcznym pseudonimie Kicó. Trudno napisać o nim cokolwiek więcej, niż to, że się pojawił. Soundcheck Fisza i ekipy zajął trochę zarezerwowanego wcześniej dla niego czasu, zagrał więc może kilkanaście minut i jego miejsce na scenie zajął I:GOR. Mimo, że drum'n'bass i break core absolutnie nie są moimi ulubionymi gatunkami muzyki, to słuchało mi się tego przyjemnie. Pewnie dlatego, że I:GOR zaprezentował bardzo ciekawą mieszankę stylów, można było się doszukać elemntów ragga, hardcore'u, czy paru innych gatunków. Występ ogólnie jak najbardziej na plus. Dla zainteresowanych: http://www.myspace.com/igoradapter. Po godzinie z taką muzyką, w przypadku Ślepców ilość połamanych rytmów w pewnym momencie była już dla mnie zbyt męcząca, w zasadzie konwencję tego koncertu dobrze oddaje ten klip: http://www.youtube.com/watch?v=93cXLAT8Qsc. Częste zmiany klimatu, przeskoki, dźwięki bynajmniej nie nadające się do zaliczenia do kategorii "easy-listening". Muzyka na dłuższą metę raczej nie dla mnie, ale warto było poznać. To dopiero trzeci występ, ale już miałem wrażenie, że organizatorom w jakiś sposób udało się opanować chaos zauważalny poprzedniego dnia - poziom jakby wyższy, jak dotychczas udawało się trzymać programu, a przede wszystkim wreszcie udało się poprawić nagłośnienie. Wrażenie po części szybko okazało się złudne, bo jakby na przekór występ trójki Fisz/Emade/Envee zaczął się z około 40 minutowym opóźnieniem, a siłą rzeczy przez to został też mocno skrócony. Czego można się spodziewać po Fiszu i Emade? Wiadomo, to uznana firma, muzycy, którzy poniżej pewnego poziomu nigdy nie schodzą i na koncertach zawsze spisują się doskonale. Na wejście poleciał "Goryl", później "Bla bla bla numer dwa", "Imitacje", "Dynamit", "30 cm", "Serce", "Nie bo nie". Zero zastrzeżeń, dobrze było znów ich usłyszeć. Duet Vex'd na szczęście zaczął grać bez jakichś dłuższych przygotowań i to, co panowie zaprezentowali było dla mnie największym pozytywnym zaskoczeniem tego festiwalu. 1,5 godziny naprawdę doskonałej muzyki, ciężki beat, bas odczuwalny w płucach, żołądku i w każdym mięśniu, wreszcie świetna okazja do zamknięcia oczu, wyłączenia trybu myślenia i poddania się samym dźwiękom - tego potrzebowałem. Uwielbiam wszelkie mieszanki z dubem, ale sam dubstep, na którym oparty jest styl Vex'd (choć w zasadzie pod koniec chyba bardziej uciekli już w drum'n'bass) dopiero poznaję i coś czuję, że w najbliższym czasie trochę posiedzę nad tą muzyką. Pod sceną tłumów może nie było, ale z moich obserwacji wynika, że nie tylko ja świetnie się bawiłem. Teraz czas, by przejść do koncertu Otto von Schiracha, ale szczerze mówiąc sam nie wiem jak to skomentować... Facet wychodzi na scenę w stroju batmana, zachowuje się jak człowiek, który właśnie uciekł z zakładu psychiatrycznego, biega, rzuca się gdzie popadnie, miota po scenie, strzela do widowni z pistoletu świetlnego, robi show, którego nie powstydziłaby się kapela w 5 osobowym składzie. Tylko, że ja takiej estetyki w ogóle nie kupuję, muzyczna mieszanka metalu, pokręconej elektroniki, grindcore'u, break core'u i wszystkiego co totalnie pojebane, okraszona wspaniałym growlem Otto, dla mnie była zupełnie nie słuchalna. Mogę tylko stwierdzić, że podziwiam ludzi, którzy byli w stanie wytrwać pod sceną przez te 1,5 godziny, bo był to naprawdę brutalny test na wytrzymałość słuchu. A tak w zasadzie nawet rozumiem, dlaczego Schirach został tak świetnie przyjęty (podstawowy warunek: trzeba było podejść do niego zupełnie nie na poważnie, dopasować się do tego chorego kabaretu), potrafię sobie wyobrazić, że kogoś taka estetyka i tego typu show na scenie porywa (słuchania takiej muzyki w domu już sobie nie wyobrażam), ale dla mnie było to stracone 1,5 godziny. A jeśli, w przeciwieństwie do mnie, komuś było mało - 8 sierpnia Otto będzie supportował na koncercie w Krakowie Skinny Puppy. Pod koniec jego występu przebiłem się pod scenę, tym samym udało mi się tam wywalczyć dobrą pozycję, za chwilę miał się przecież pojawić najważniejszy bohater tego festiwalu - mistrz Amon Tobin. Trochę bałem się jak będzie wyglądało nagłośnienie w namiocie w czasie jego występu (miał przecież pojawić się z zestawem surround sound), ale okazało się, że niepotrzebnie - żadnych problemów nie wyłapałem, a ostatecznie to chyba przez niego przez kilka dni po imprezie miałem jeszcze problemy ze słuchem. Jeśli ktoś spodziewał się setu opartego na utworach znanych z płyt Amona, pewnie mógł być zawiedziony - w zasadzie chyba przewinęło się jedynie kilka motywów znanych z "Foley Room". Ja podobnych oczekiwań raczej nie miałem, a te kawałki, na które czekałem dostałem - "Esther's" i "Keep Your Distance" (choć może przydałby się jeszcze jeden utwór z "Supermodified" i byłbym wniebowzięty), a set dj'ski to set dj'ski i rządzi się on swoimi prawami. Od początku zadziwiała mnie wielość tematów, motywów, tempo przechodzenia z jednego motywu do drugiego... Cóż, my bawiliśmy się świetnie, a Amon co pewien czas spoglądał w naszym kierunku i ze swoim szelmowskim uśmiechem serwował coś, co wywoływało jeszcze większą euforię. Ostatecznie set chyba trwał niecałe 2 godziny, zakończony trzema bisami, a w drugiej części muzycznie był już mocno drum'owy. Ogółem - Ci, dla których pojechałem do Cieszyna absolutnie mnie nie zawiedli - Bonobo i Amon dali koncerty w zasadzie bezbłędne. Za nimi w hierarchii wymieniłbym Vex'd, a później Fisza, Nemezis i I:GOR'a. I w zasadzie na tym koniec, gdyby udało się występy ich wszystkich zawrzeć w jednym dniu, to byłby to dla mnie doskonały festiwal. A niestety, w ciągu obu dni obraz świetnych koncertów został rozmyty przez kilka tragicznych. Festynowa atmosfera, słabiutka organizacja, ciągłe obsuwy i problemy z nagłośnieniem też robią swoje i znacząco obniżają ogólną ocenę. PS. Mam nadzieję, że nie zraziliście się długością tekstu i ktoś był w stanie doczytać to do końca ;D. Link 03.06.2007 :: 19:51 Komentuj (2)
1. Rubies 2. In Your Blood 3. European Oils 4. Painter In Your Pocket 5. Looters' Follies 6. 3000 Flowers 7. A Dangerous Woman Up To A Point 8. Priest's Knees 9. Water Colours Into The Ocean 10. Sick Priest Learns To Last Forever Merge, 2006 Ależ mnie ta płyta ostatnio prześladuje! (mój profil w last.fm świadkiem ;) Aż musiałem znaleźć czas na napisanie paru słów na jej temat. Znaleźć musiałem też dlatego, że dziwnym przypadkiem pominąłem "Rubies" w zeszłym roku i przy pomocy tego tekstu chcę odkupić swoje winy. Destroyer - Dan Bejar, Dan Bejar - Destroyer. Kanadyjczyk bardziej znany jest z gry w The New Pornographers, ale tak naprawdę dopiero solowo w pełni może rozwinąć skrzydła (wystarczy stwierdzić, że im ta grupa stawała się bardziej popularna, tym Bejar bardziej się od niej dystansował). Jego muzyka obraca się w rejonie indie, alt-country, folku, bluesa, popu... Długo by wymieniać. Melodyjna, przebojowa, ale to akurat nie w takim masowym (przyjmijmy takie określenie) znaczeniu - bynajmniej nie brzmi to banalnie i szczególnie tekstowo wymaga od słuchacza zaangażowania. Podpowiem też, że słabej płyty jak na razie nie nagrał. "Your Blues", "This Night", "Streethawk A Seduction" poleciłbym każdemu - szczególnie tę ostatnią. Momentami przechodzi mi przez myśl pytanie, czy tak czasem "Rubies" nie jest najlepszą? Kiedy wracam do "Streethawk..." stwierdzam, że jednak nie i nie ma się tu nawet nad czym zastanawiać, ale cholera - porusza mnie to i tekstowo, i samymi melodiami. Najważniejszym punktem bezsprzecznie jest track numer 4 - "Painter In Your Pocket" - jest tu doskonała melodia, dramaturgia, wybuch na koniec, świetny tekst. Ten ostatni bez owijania w bawełnę, rozbudowanych metafor itp. Wszystko jasne. Ktoś może stwierdzić, że tak piosenek o miłości się nie pisze - może to i racja, ale właśnie dzięki tej specyficznej formie kawałek ma taką siłę rażenia. Tekst wyśpiewany tym trochę płaczliwym, chłopięcym głosem Bejara jakoś tak osobiście mnie rusza. i didn't stand a chance i couldn't stand at all you looked ok with the others you looked great on your own it was 2002 and you couldn't be bothered to say hello or goodbye or stand the test of time [...] where did you get that line where did you get that look where did you get that penchant for destruction in the way you talk? Fakt, że tym melancholijnym, bluesowo-popowym kawałkom trzeba dać trochę czasu, szczególnie jeśli to pierwsze zetknięcie z Destroyerem, ale myślę, że ostateczny efekt rekompensuje tych kilka wcześniej spędzonych z płytą godzin. Bez bólu odrzucić można "Water Colours Into The Ocean", ale do pozostałych 9 kawałków chce się wracać. Bejar udowadnia w nich też między innymi, że należy do grupy wokalistów, w ustach których "lalalala" brzmi doskonale ;). Link 17.04.2007 :: 17:03 Komentuj (7) Ścianka@Re.Kraków - 16.04.07
1. Secret Sister 2. Susana's Theme 3. Shopping 4. The Ball Scene Theme 5. Jasmine Girl 6. Highway 7. Monica Found Death 8. Chasing Robin Mroczny ślad przeszłości, Susanne ukryta w wielkim mieście próbuje zapomnieć. Jednak wspomnienia powracają, wylewają się niczym czarna rzeka. Nękana telefonami przez podejrzanego mężczyznę rozpoczyna własne śledztwo. Ślad gmatwa się. Susanne nie może zwrócić się do policji i nie wie, że sprawą od wielu lat zajmuje się emerytowany komisarz Mark T. Mote, który krok po kroku zbliża się do rozwiązania zagadki sprzed trzynastu lat. Przez brudne zaułki i sale balowe nowojorskiej socjety nić zbrodni wiedzie na obrzeża miasta, do pokoiku z ciałem zamordowanej dziewczyny. Tak brzmiała zapowiedź amerykańskiego filmu ‘Secret Sister' z 1964 roku. Wyświetlany w Polsce pod tytułem ‘Mroczny ślad przeszłości' bił rekordy popularności również dzięki ścieżce dźwiękowej stworzonej przez Ścianka Quintet, zespół z naszej ścisłej jazzowej czołówki. Wskutek nieszczęśliwej koincydencji zaginęły wszystkie kopie dawnego przeboju kinowego, możemy jednak cieszyć się cudem odnalezioną w archiwach Kopenhagi ścieżką dźwiękową. Oddajemy w Wasze ręce oryginalną, nieremasterowaną wersję nagrań sprzed lat. Błyskotliwe interpolacje partii solowych Tomasza Ziętka (tr) i Ireneusza Wojtczaka (ts, fl), frenetyczny groove Arkadiusza ‘Disappearer' Kowalczyka (dr), hipnotyczna gra Michała Bieli (b) i zniewalające tematy Macieja Cieślaka (g) to bezcenne pamiątki po dziś już nieżyjących muzykach, geniuszach polskiego ale i światowego jazzu, zmarłych tragicznie w pamiętnym wypadku autokarowym pod Rzeszowem. Właśnie trwa "Secret Sister Tournee" - trasa, na której Ścianka promuje mini-LP "Secret Sister", krążek dostępny do nabycia jedynie na tych dziesięciu koncertach. Powyżej zacytowałem krótką historię, która odnosi się do zawartości tego krążka. Jak widać poczucia humoru chłopakom odmówić nie można, a i pozostaje jedynie im pogratulować pomysłu na ciekawą trasę i na przyciągnięcie licznych fanów na kolejne koncerty. Dla porządku, oto pełna lista miast i klubów, w których Ścianka już zagrała, lub jeszcze zagra: 11 kwietnia Gdańsk - Mechanik 12 kwietnia Szczecin - Kana 13 kwietnia Toruń - Odnowa 15 kwietnia Wrocław - Droga do Mekki 16 kwietnia Kraków - RE 24 kwietnia Poznań - W Starym Kinie 25 kwietnia Warszawa - Punkt 26 kwietnia Łódź - Jazzga 27 kwietnia Katowice - Cogitatur 28 kwietnia Lublin - muszla koncertowa Ja oczywiście pojawiłem się w krakowskim klubie "Re" i mimo, że wcześniej było już kilka okazji, to dopiero wczoraj udało mi się przekonać jak Ścianka wypada na żywo. Na początku muszę jednak wylać swoje żale, ale przy tym jestem pewien, że wielu z Was nie jeden raz było poirytowanych z tego samego powodu. Zastanawia mnie, czy tak trudno jest w Polsce choć raz rozpocząć koncert o godzinie, która podawana jest na plakatach? Wiem, wiem... Powinienem się już po tylu latach i tylu zaliczonych koncertach przyzwyczaić, ale jakoś nie mogę. Poszedłem miesiąc temu na Bester Quartet i okazało się, że jednak można rozpocząć koncert punktualnie. A wczoraj? Planowany początek koncertu - godz. 20:00, faktyczny początek? Kilkanaście minut po 21. Zniecierpliwiony tłum pod drzwiami sali, żadnych nowych informacji o prawdopodobnej godzinie rozpoczęcia występu. Naprawdę tak dużym problemem jest rozpoczęcie próby wcześniej, albo ustalenie od razu późniejszej godziny koncertu? Aż od razu z gorszym nastawieniem podszedłem do samego występu ;). ![]() Czas może przejść do wrażeń odnośnie samej muzyki. Szybko zacząłem żałować, że nie pojawiłem się na krakowskim koncercie z trasy promocyjnej "Pana Planety". Z tego krążka poleciały wczoraj: "Boję się zasnąć, boję się wrócić do domu", "Wichura / Głowa czerwonego byka" i "Wielki defekator". I w tych właśnie momentach ściankowe trio (właśnie trio pojawiło się wczoraj w "Re", nie quintet) totalnie mnie zmiażdżyło, a jeśli już miałbym coś wybierać, to za najlepsze tego wieczoru uznałbym wykonanie mojej ulubionej "Wichury". Sprzężenia, hałas, szalone dźwięki, doskonała gra Kowalczyka (perkusja) - pierwsza klasa. Takiego grania było tego wieczoru dosyć dużo, ale przydałaby się jeszcze większa dawka. Jeśli chodzi o materiał z "Secret Sister", to zagrali z niej niewiele. "Jasmine Girl" z chórkami Cieślaka i śpiewem Michała Bieli wypadło bardzo dobrze, ale generalnie szkoda, że zespół nie zagrał w pięcioosobowym składzie z pełnym instrumentarium - wtedy pewnie zagraliby i więcej nowych utworów. Na płycie ten materiał mocno dzięki temu zyskuje. W ramach uzupełnienia - na początek zagrali jeden ze starszych utworów zespołu (bodaj utwór z dema "Robaki", ale tutaj nie jestem w 100% pewien), na bis dwa covery i w zasadzie chyba na tym można zamknąć temat setlisty. Ogólne wrażenie po koncercie bardzo pozytywne, świetna sprawa, przyjemnie spędzona godzina i kilkanaście minut, choć były i momenty gorsze, kilka małych wpadek i parę słabszych momentów trochę obniża ostateczną ocenę. Podobno nowy duży album już niedługo, czekam więc i na kolejny koncert (choć pewnie wcześniej usłyszę ich w sierpniu na OFFie w Mysłowicach) A druga część tej trasy zaczyna się 24 kwietnia od Poznania i gorąco polecam udział - warto oczywiście dla samego występu, ale i dla krążka "Secret Sister". Nigdzie indziej go nie dostaniecie, a to 20-25 minut bardzo dobrej muzyki. Aż szkoda, że wszystkie kopie filmu "Secret Sister" zaginęły, bo mocno ciekawi mnie jak ta muzyka sprawdziłaby się jako rzeczywisty soundtrack ;). Link 13.04.2007 :: 15:36 Komentuj (2) Dzisiaj odsyłam do serwisu ElectronicMusic.pl, tam znajduje się mój krótki tekst o nowej płycie LCD Soundsystem - "Sound Of Silver", tutaj link. W ciągu najbliższych dni kilka nowych tekstów pojawi się i tutaj na blogu ;). Link 04.03.2007 :: 00:34 Komentuj (3) Bester_Quartet@Camelot.Kraków - 03.03.07 Jeśli komuś ta nazwa jeszcze nie jest znana i absolutnie z niczym jej nie kojarzy, to od razu śpieszę z wyjaśnieniem - od stycznia właśnie pod takim szyldem występuje The Cracow Klezmer Band. Podobnie jak miesiąc temu, Bester Quartet wystąpił w krakowskiej Kawiarni Artystycznej Camelot. Wtedy niestety nie mogłem się tam pojawić, ale na szczęście dzisiaj udało mi się nadrobić te zaległości i po raz kolejny mogłem usłyszeć ich na żywo. To miejsce do takiego koncertu wprost stworzone - piwnica, loch kawiarni, ze świetną akustyką, a fakt, że jest to pomieszczenie niezbyt duże daje możliwość dobrego kontaktu zespołu z publicznością i obserwowania gry z bardzo bliska. Koncert można uznać za kameralny, myślę, że zebrało się tam około 60-70 osób. Jest kilka powodów, dla których warto było się pojawić - oczywiście podstawowy to muzyka, ale poza tym udało mi się zdobyć trochę nowych wiadomości na temat zmian w zespole, planów na najbliższe miesiące itd. Może więc zacznę od części muzycznej. Panowie zagrali kilkanaście utworów, które złożyły się na prawie dwugodzinny występ. Pojawiły się m.in.: tradycyjnie kilka kompozycji Johna Zorna w zmienionych, oczywiście improwizowanych wersjach, które przeplatały utwory własne - np. kilka z płyty "Warriors" ("The Warrior", "Memento Mori", "Recollections Of The Past"), kilka z "Bereshit", a także parę osobiście mi nie znanych, jak utwór napisany kilka lat temu, specjalnie z okazji występu na jednym z paryskich festiwali z klarnecistą Donem Byronem. Momentami było przerażająco, momentami wzruszająco i poruszająco, w większości jednak wesoło, a oczywiście zawsze porywająco i ze sporą dawką improwizacji. Moment wzruszający? Na pewno "Memento Mori" dedykowane zmarłem parę lat temu akustykowi zespołu, uczucia jakie Jarosław Bester włożył w grę w czasie tego utworu musiały poruszać. Ale to był jedyny taki moment, przez pozostałą część występu nie można było się nie uśmiechać. Po raz kolejny udało mi się usłyszeć na żywo "Recollections Of The Past" - utwór wprost stworzony do improwizacji (przy tym jeden z moich ulubionych w dyskografii TCKB), który jak stwierdził Bester, za każdym razem brzmi na żywo inaczej. I faktycznie, ramy utworu są niezmienne - zaczyna się i kończy klasycznie, natomiast środek to czysta, kilkunastominutowa improwizacja wszystkich członków zespołu. Burza oklasków po zakończeniu jest po prostu pewna. Zastanawiam się, czy ci panowie mają na swoim koncie jakiś słaby występ, taki, po którym widownia wychodziła zniesmaczona. Jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić, bo po raz kolejny, mimo usilnych starań nie byłem w stanie wyłapać w czasie ich gry jakiegoś zbędnego, przypadkowego dźwięku, wpadki wynikającej z sekundy nieuwagi, a grają z po prostu niesamowitą pasją i zaangażowaniem (a już szczególnie to, co wyprawia Dyyak, czy to przy instrumentach perkusyjnych, czy to grając na klarnecie, lub akordeonie już przekracza wszelkie granice ;). Stawiam, że niemałe znaczenie ma w tym wykształcenie muzyczne całej czwórki. Muzycznie było więc jak zwykle perfekcyjnie, czas więc przejść do newsów. Za miesiąc w sklepach ma się pojawić kolejny krążek zespołu - jeszcze pod nazwą The Cracow Klezmer Band. Będzie to album z materiałem koncertowym, nagranym w czasie występu w 2005 roku w Warszawie. Będzie to szósta i jak się okazało ostatnia płyta wydana przez zespół pod szyldem Tzadik, po kilku latach współpraca z Johnem Zornem dobiegła końca. Zespół na poważnie wchodzi w nowy etap działalności, szuka nowej wytwórni i już za pół roku, za rok (to data zdecydowanie bardziej realna) już pod szyldem Bester Quartet i w nowej wytwórni ukazać ma się kolejny album. Już teraz ciekawi mnie co to będzie, bo myślę, że i muzycznie czekają nas jakieś zmiany. Teraz zespół rusza w kolejną trasę koncertową - na liście pojawiają się m.in. Niemcy, Austria, Holandia, kilka występów w Meksyku, w Stanach, dwutygodniowa podróż do Irlandii, a w między czasie jeszcze występy w Krakowie (czerwcowy Festiwal Kultury Żydowskiej), Barcelonie i Rzymie, jak się okazało - w tych dwóch ostatnich miastach razem z Johnem Zornem. Niestety nie w Krakowie, jak zapowiadano w zeszłym roku. Szkoda, bardzo liczyłem na ich wspólny występ w Polsce. To chyba tyle, za miesiąc kolejny koncert w "Camelot". Ja prawdopodobnie znów tam będę, Wam też polecam. |
2008
maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
* The Music - The Music
* The Music - Welcome To The North * Porcupine Tree - Up The Downstair * The Arcade Fire - Funeral * Interpol - Turn On The Bright Lights * Modest Mouse - The Moon & Antarctica * Oasis - Don't Believe The Truth * John Frusciante - The Will To Death * Blur - Think Tank * The Kills - Keep On Your Mean Side * Death From Above 1979 - You're A Woman, I'm A Machine * Isis - Oceanic * The Rolling Stones - A Bigger Bang * The Mars Volta - Scab Dates * Electrelane - Axes * The White Stripes - De Stijl * Boards Of Canada - The Campfire Headphase * Blackfield - Blackfield * Modest Mouse - Good News For People... * Billy Corgan - The Future Embrace * dEUS - Pocket Revolution * BRMC - Take Them On, On Your Own * Supergrass - Road To Rouen * Supersystem - Always Never Again * Jesu - Jesu * Hood - Outside Closer * Clap Your Hands Say Yeah - CYHSY * Sleater-Kinney - One Beat * Sigur Rós - Takk * Skalpel - Konfusion * Blockhead - Music By Cavelight * Xiu Xiu - Fabulous Muscles * Silver Jews - Tanglewood Numbers * Anathema - A Natural Disaster * The Afghan Whigs - Gentlemen * The White Stripes - Get Behind Me Satan * Jens Lekman - Oh You're So Silent Jens * Moby - Play * British Sea Power - The Decline Of BSP * Art Brut - Bang Bang... / Maximo Park - A Certain... * Logh - A Sunset Panorama * Mugison - Mugimama, Is This Monkey Music? * Sonic Youth - Sonic Nurse * Kent - Vapen & Ammunition / Isola * Cult Of Luna - Salvation * Explosions In The Sky - How Strange, Innocence * ...Trail Of Dead - Source Tags & Codes * Sleater-Kinney - The Woods * Asian Dub Foundation - Enemy Of The Enemy * Built To Spill - You In Reverse * Wolfmother - Wolfmother * The Features - Exhibit A * Beirut - Gulag Orkestar * A Silver Mt. Zion - Horses In The Sky * Tool - 10,000 Days * The Cracow Klezmer Band - De Profundis * Ścianka - Pan Planeta * 3moonboys - Only Music Can Save Us * Fink - Biscuits For Breakfast * LCD Soundsystem - LCD Soundsystem * The Raconteurs - Broken Boy Soldiers * The Decemberists - Picaresque * Archive - Lights * CocoRosie - Noah's Ark * Manu Chao - Clandestino * Muzykoterapia - s/t * Black Ox Orkestar - Nisht Azoy * Jesu - Silver * Bassisters Orchestra - Numer Jeden * Glissandro 70 - Glissandro 70 * Guillemots - Through The Windowpane * Under Byen - Samme Stof Som Stof * Bonobo - Animal Magic / Dial M For Monkey * L.U.C - Haelucenogenoklektyzm * The Cracow Klezmer Band - Balan: Book Of Angels Vol.5 * Bonobo - Days To Come * Joanna Newsom - Ys * Beck - The Information * The Good, The Bad & The Queen - s/t * Destroyer - Destroyer's Rubies
Tool@Katowice - 24.06.06
OFF-Festival@Mysłowice - 18-19.08.06 Tworzywo Sztuczne@Kraków - 29.10.06 Bester Quartet@Kraków - 03.03.07 Ścianka@Re.Kraków - 16.04.07 Nowa_Muzyka@Cieszyn - 07-08.07.07
Colour Of Air
Coatlicue Sparks Kuchnia Księgowej Chłopiec z plasteliny Kukurukuku Muzyczny Zakręt Soundcheck
gg: 2979027
last.fm |
||||
| powered by Ownlog.com& Fotolog.pl | |||||